W grudniu trafił nam się wyjątkowy weekend-połączyliśmy spotkanie z dawno niewidzianym  przyjacielem ze wspólnym odkrywaniem stolicy Belgii. Jako znany czekoladożerca, bardzo cieszyłam się na spotkanie z Brukselą (z przyjacielem też oczywiście! 😉 ), wyobrażając sobie raj czekoladą i słodyczami płynący. Jak się okazało, Bruksela to nie tylko czekolada i stolica UE, ale także pyszne gofry, których zapach unosi się po całym mieście, mule, komiksowe murale i zjawiskowy Wielki Plac (nl.Grote Markt).

GOFRY

W sobotę rano, na Wzgórzu Sztuk, dołączył do nas nasz przyjaciel. Po radosnym powitaniu, skierowaliśmy swe pierwsze kroki do budki z goframi, których koniecznie musiałam spróbować, wyczytawszy, że smakują inaczej niż polskie. Okazało się, że to pyszna prawda! Bogactwo posypek i dodatków przyprawiał o zawrót głowy i naprawdę ciężko mi było się na coś zdecydować. W końcu zamówiłam suchego-w przeciwieństwie do przyjaciela, który wybrał gofra z płynną, białą czekoladą, truskawkami i karmelem. Cieszyłam się z wyboru, ponieważ gofr okazał się słodki już sam w sobie. Dzień był zimny, a gofry cieplutkie i słodziutkie-zrobiło mi się błogo i dobrze.

GROTE MARKT

Z goframi w rękach, udaliśmy się na Grote Markt. I tu zaniemówiłam! Moim oczom ukazał się chyba jeden z najpiękniejszych rynków jakie w życiu widziałam! Widok był po prostu zachwycający! Nagle straciłam zainteresowanie gofrem-chciałam  uwolnić wszystkie zmysły by jak najmocniej poczuć atmosferę tego miejsca. Będąc w Brukseli po prostu trzeba tam być i to zobaczyć! Nic dziwnego, że Grote Markt został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Dodatkowo, poza przepięknymi, bogato zdobionymi i pozłacanymi budynkami, na środku rynku znajdowała się ogromna, pięknie przystrojona choinka, która była już tylko wisienką na torcie. Mam nadzieję, że następnym razem uda nam się odwiedzić Brukselę w sierpniu-bardzo chciałabym zobaczyć sławny, begoniowy dywan, układany na rynku co dwa lata-widok musi być niesamowity.

ŚWIĄTECZNE JARMARKI

Gdy już trochę ochłonęłam z wrażeń na Grote Markt, ruszyliśmy w stronę Christmas Markets, zatrzymując się po drodze przy stoisku rybnym De Nordzee na zupę rybną i wędzoną makrelę. De Nordzee cieszy się w Brukseli dużą popularnością, więc najpierw musieliśmy odstać swoje w kolejce-warto było :). Na świątecznych stoiskach można było kupić pamiątki, rękodzieło, mydło i powidło, a przy okazji posilić się świeżutkim mulami i rozgrzać grzanym winem (co oczywiście uczyniliśmy).

POKAZ ŚWIETLNY

Zapadł zmierzch. Postanowiliśmy wrócić na Grote Markt, ponieważ czekała tam na nas nie lada atrakcja-pokaz “światło i dźwięk”. Na rynek mimo mrozu, przybyła masa ludzi-każdy chciał doświadczyć tych wielobarwnych iluminacji. Pokaz absolutnie zachwycił nas różnorodnością formy, kolorów i muzyki. Zjawiskowa gra świateł i dźwięków  robiła ogromne wrażenie. Grote Markt wydawał się być innym, bajkowym i zaczarowanym miejscem. Uroku dodawała również bogato oświetlona choinka. Atmosfera na rynku była wspaniała!

KUBAŃSKA UCZTA

Po zakończeniu pokazu, po dłuższej debacie na temat tego, kto na co ma ochotę, udaliśmy się do kubańskiej restauracji. Nigdy nie miałam do czynienia z kuchnią kubańską więc nie za bardzo wiedziałam czego się spodziewać, ale raz się żyje! Poza tym filet z kurczaka i owocową salsą brzmiał naprawdę zachęcająco i okazał się bardzo smaczny. Jednak moje serce podbił flan-moich ochów i achów nie było końca!

MANNEKEN PIS

Po paru kubańskich drinkach z  restauracji wyszliśmy dość tanecznym krokiem. Zupełnie przypadkowo natrafiliśmy na rzeźbę siusiającego chłopca. Byłam bardzo zaskoczona jej filigranowym rozmiarem i zastanawiałam się w czym tkwi jej fenomen. Hm… a może po prostu nie znam się na sztuce 😉img_8135

ATOMIUM

W niedzielę od rana wybraliśmy się do brukselskiej dzielnicy Laeken, w której znajduje się jeden z najbardziej charakterystycznych symboli Brukseli-ATOMIUM. Konstrukcja tej niezwykłej budowli, złożonej z 9 stalowych kul-atomów odzwierciedla model kryształu żelaza powiększony 165 miliardów razy. Monumentalna budowla zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Niestety, nie mieliśmy czasu by zajrzeć do środka-po południu musiałam wracać do Londynu.img_8125

Murale

Spacerując po mieście nie dało się nie zauważyć wielu barwnych murali przedstawiających komiksowe postaci. Komiksowe murale wpisują się doskonale w architektoniczny krajobraz Brukseli, przypominając, że Belgia uznawana jest za miejsce narodzin komiksu. Różnokolorowe murale cieszą oczy i pobudzają wspomnienia z dzieciństwa-kto z nas nie słyszał o Smerfach, Asterixie i Obelixie czy Lucky Luku? 🙂

Czekolada

Na mojej liście do odhaczenia pozostawała już tylko jedna słodka rzecz-rozpływająca się w ustach, wprawiająca w błogi stan czekolada! Nie mogłam wrócić do Londynu nie będąc w czekoladowych sklepach! W Brukseli jest ich cała masa, a wystawy kuszą przechodniów różnorodnymi i misternie zdobionymi pralinkami. W czekoladziarniach zapach słodkiego kakao i przeróżnych dodatków unosił mnie do góry i mimo usilnych starań nie potrafiłam zdecydować się, które ze słodkości zakupić-wybór sklepów i czekoladowego asortymentu jest OGROMNY. W końcu dokonałam wyboru i  wyszłam ze sklepu z wielka torba czekoladowych rozkoszy 🙂 Hurra!!! Z takim zaopatrzeniem mogłam bez żalu wracać do Londynu 🙂

W domu okazało się, że belgijskie czekoladki są jednymi z najpyszniejszych jakie w życiu jadłam! Mniam!